Lac d'Oô
Lac d'Espingo
Lac Sausset
Refuge Portillon 2571 mnpm
15.8.10
13.8.10
12.8.10
11.8.10
10.8.10
9.8.10
8.8.10
7.8.10
4.8.10
"Leben ist, was passiert, während du dabei bist, andere Pläne zu machen" (Life is what happens to you while you are busy making other plans.)
Soul Kitchen (2009)
Fatih Akin
ach, nareszcie jakis porzadny film
silne emocje
zachwyty
wstret
smiech
Fatih Akin
ach, nareszcie jakis porzadny film
silne emocje
zachwyty
wstret
smiech
3.8.10
2.8.10
bieganie i morze
tak proste może być szczęście *czyt. moment euforii
błękity, kobalty i szafiry morsko chmurowe
zmęczenie (niech żyje serotonina!)
rozciąganie
świeże (względnie) powietrze
stopy obmywane falami
poezja dnia codziennego
błękity, kobalty i szafiry morsko chmurowe
zmęczenie (niech żyje serotonina!)
rozciąganie
świeże (względnie) powietrze
stopy obmywane falami
poezja dnia codziennego
31.7.10
Arras ponownie
de belles rencontres :)
des échanges
petits moments de bonheur
discussions
la vie des autres comme exemples
-------
couchsurfing Nadine (âge 63 ans)
Mathieu (aussi dreads!)
des échanges
petits moments de bonheur
discussions
la vie des autres comme exemples
-------
couchsurfing Nadine (âge 63 ans)
Mathieu (aussi dreads!)
30.7.10
22.7.10
20.7.10
Nowości dunkierkowe
Się kąpiemy w morzu nawet się.
Za każdym razem jest ono inne....
Inne kolory, inne fale - inny wiatr, inna temperatura ---
spektakl barw i wrażeń...
I to poczucie bycia na wakacjach - codziennie!
Za każdym razem jest ono inne....
Inne kolory, inne fale - inny wiatr, inna temperatura ---
spektakl barw i wrażeń...
I to poczucie bycia na wakacjach - codziennie!
19.7.10
Lektura
Krótkie opowiadanko z życia wzięte, żeby nie zapomnieć, że umiem czytać....
(i jaka ładna okładka!)
A.Gavalda L'échappe belle
(i jaka ładna okładka!)
A.Gavalda L'échappe belle
17.7.10
Kinematograf
Buster Keaton
hm, wychowani na filmach z dźwiękiem i akcją szybko nudzimy się przedwojenną klasyką?
hm, wychowani na filmach z dźwiękiem i akcją szybko nudzimy się przedwojenną klasyką?
15.7.10
14.7.10
12.7.10
11.7.10
2.7.10
Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
jak fotografia wszystkich wiosen
kantyczki deszczu wam przyniosę
wyblakłe nutki, nieba dzwon
Jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
na moście w Avignon.
Zielone, staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem, to usłyszysz
jak promień naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien.
Tańczą liściaste suknie panien
na moście w Avignon.
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast srebrzysty gotyk
wirują ptaki płowozłote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
na moście w Avignon.
jak fotografia wszystkich wiosen
kantyczki deszczu wam przyniosę
wyblakłe nutki, nieba dzwon
Jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
na moście w Avignon.
Zielone, staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem, to usłyszysz
jak promień naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien.
Tańczą liściaste suknie panien
na moście w Avignon.
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast srebrzysty gotyk
wirują ptaki płowozłote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
na moście w Avignon.
29.6.10
Widzenie katedry w Chartres J.Przybos
To nie katedra, to ciężar
kamieni wydźwigniętych
od oczu do lazuru –
Błysk wielosiecznych kolorami mieczy
odciął wnętrze od murów.
Czyżby prawa ciążenia
zwyciężał
i przestrzenie zmieniał?
Krążę z tobą pod strażą witraży.
Nie ma rajów, tylko raj świtów napowietrznych,
niebo nadobłocznego lotu, tego, który
doniósł nas tu, do raju wniebowziętych
oczu –
Spojrzyj! W niebie malarzy
blask cynobrowo-złoty filary otoczył,
wzruszył do głębi głazy
i do szczytu –
i starł z nich dotykalność jak ciało ze świętych.
Wyzwolone z cieni
lecą tęczą złożoną z samych barw gorących
i biją o sklepienie jak o ciemną chmurę,
aby otwierać mury – i odtrącać
ich białość od błękitu,
fioletu,
marzennej czerwieni
do purpurowego słońca –
łuki lecą i w locie przeciw nocy świecą.
Nie ma mocy z granitu, której nie podważy
nikłość,
przenikliwa i łatwa,
rozpędzona nikłość promienia.
Nie ma ziemi, jest tylko
wyrzutnia do zewnętrzy otwieralnych świata,
do wielowymiaru,
gdzie rodnia gwiazd i barw i gdzie zaród
widzenia –
dokąd moja źrenica wzniosła się – i spadła.
I gdzie ty widzieć będziesz,
gdy zamieszkamy w powidoku słońca
malowanym na powietrzu jak na szkle nieważkim,
jak nasze oczy przepełnione blaskiem
nieśmiertelnieją w pędzie
wzwyż, w ponad –
Tworząca,
koniecznie wolna,
patrz! Dożyj siebie ze światła!
kamieni wydźwigniętych
od oczu do lazuru –
Błysk wielosiecznych kolorami mieczy
odciął wnętrze od murów.
Czyżby prawa ciążenia
zwyciężał
i przestrzenie zmieniał?
Krążę z tobą pod strażą witraży.
Nie ma rajów, tylko raj świtów napowietrznych,
niebo nadobłocznego lotu, tego, który
doniósł nas tu, do raju wniebowziętych
oczu –
Spojrzyj! W niebie malarzy
blask cynobrowo-złoty filary otoczył,
wzruszył do głębi głazy
i do szczytu –
i starł z nich dotykalność jak ciało ze świętych.
Wyzwolone z cieni
lecą tęczą złożoną z samych barw gorących
i biją o sklepienie jak o ciemną chmurę,
aby otwierać mury – i odtrącać
ich białość od błękitu,
fioletu,
marzennej czerwieni
do purpurowego słońca –
łuki lecą i w locie przeciw nocy świecą.
Nie ma mocy z granitu, której nie podważy
nikłość,
przenikliwa i łatwa,
rozpędzona nikłość promienia.
Nie ma ziemi, jest tylko
wyrzutnia do zewnętrzy otwieralnych świata,
do wielowymiaru,
gdzie rodnia gwiazd i barw i gdzie zaród
widzenia –
dokąd moja źrenica wzniosła się – i spadła.
I gdzie ty widzieć będziesz,
gdy zamieszkamy w powidoku słońca
malowanym na powietrzu jak na szkle nieważkim,
jak nasze oczy przepełnione blaskiem
nieśmiertelnieją w pędzie
wzwyż, w ponad –
Tworząca,
koniecznie wolna,
patrz! Dożyj siebie ze światła!
25.6.10
Żeby nie wypaść z wprawy
26 czerwca - 5 lipca
Paris
Chartres
Chambord
Amboise
Chenonceau
Lourdes
Carcassonne
Avignon
La Salette
Ars
Paris
Chartres
Chambord
Amboise
Chenonceau
Lourdes
Carcassonne
Avignon
La Salette
Ars
23.6.10
22.6.10
21.6.10
13.6.10
8.6.10
29.5.10
21.5.10
17.5.10
13.5.10
8.5.10
22.4.10
12.4.10
6.4.10
5.4.10
4.4.10
3.4.10
25.3.10
24.3.10
17.3.10
skarb czasu
Ośmiel się marzyć
Nigdy, nigdy, nigdy nie przestawaj marzyć!
Marzenia stanowią podstawę do postawienia celów.
(ze strony E. Foley)
Nigdy, nigdy, nigdy nie przestawaj marzyć!
Marzenia stanowią podstawę do postawienia celów.
(ze strony E. Foley)
16.3.10
Widziałam wiosnę!
blade, nieśmiałe słońce i delikatne kwiatuszki...
zapach ziemi...
to istnieją jeszcze drzewa? i pory roku? (betonowa Dunkierka)
(zalety pracy)
http://www.baseduparc.com/
zapach ziemi...
to istnieją jeszcze drzewa? i pory roku? (betonowa Dunkierka)
(zalety pracy)
http://www.baseduparc.com/
14.3.10
13.3.10
4.3.10
la piscine
La redécouverte de la danse contemporaine.
Dans ce spectacle, vous redécouvrirez la danse contemporaine grâce à des chorégraphies très techniques et gracieuses à la fois, signées Yukata Nakata du centre national Roubaix Nord-Pas de Calais. Dans cette pièce, il est question d'improvisation et d'interprétation, ce qui laisse place à des chorégraphies originales et subtiles qui surprennent les spectateurs et qui défendent bien les couleurs de la danse contemporaine.
(Poivré, salé ou sucré ?)
Dans ce spectacle, vous redécouvrirez la danse contemporaine grâce à des chorégraphies très techniques et gracieuses à la fois, signées Yukata Nakata du centre national Roubaix Nord-Pas de Calais. Dans cette pièce, il est question d'improvisation et d'interprétation, ce qui laisse place à des chorégraphies originales et subtiles qui surprennent les spectateurs et qui défendent bien les couleurs de la danse contemporaine.
(Poivré, salé ou sucré ?)
28.2.10
filmy nie-lekkie
Der blaue Engel. 1930 Josef von Sternberg
Paradise Now. 2005 Hany Abu-Assad
un film palestinien, français, allemand, néerlandais
* Berlinale 2005
* Oscar 2006, pour le meilleur film étranger
Paradise Now. 2005 Hany Abu-Assad
un film palestinien, français, allemand, néerlandais
* Berlinale 2005
* Oscar 2006, pour le meilleur film étranger
27.2.10
26.2.10
21.2.10
19.2.10
18.2.10
...
Je ne sais pas où je vais, oh ça je l'ai jamais bien su
Mais si jamais je le savais, je crois bien que je n'irai plus
Aujourd'hui je t'aime, oui mais demain, on ne peut jamais être sûr de rien
On va toujours seul sur la route, je continue coûte que coûte
(la chanson de La rue Ketanou)
Mais si jamais je le savais, je crois bien que je n'irai plus
Aujourd'hui je t'aime, oui mais demain, on ne peut jamais être sûr de rien
On va toujours seul sur la route, je continue coûte que coûte
(la chanson de La rue Ketanou)
17.2.10
odrobina poezji na codzień
HYMN DO MIŁOŚCI
Tyś jest najwyższą z sił, wszystko ulega tobie,
miłości!
Życie jest żądzą, a tyś z żądz największą,
prócz samej żądzy życia; duszą duszy
i sercem serca życia tyś jest,
miłości!
Jeśli największym szczęściem zapomnienie,
bezwiedza i niepamięć własnego istnienia;
toś ty jest szczęściem szczęścia, ty, co dajesz
omdlenie duszy i omdlenie zmysłom
i myśli kładziesz kres upajający,
miłości!
Jeśli złudzenia są jedynym dobrem,
toś ty największym dobrem, najsilniejsze
ze wszystkich złudzeń ty, moc mocy,
pierwotna, dzika, nie znająca kiełzań,
święta potęgo,
miłości!
Jeśli pragnienia są jedyną ową
poręczą, która chroni
od upadnięcia w przepaść rozpaczy i wstrętu;
jeśli są jedynym
mostem, po którym można iść nad odmęt nudy;
jeśli jedynym są lekarstwem, które
broni od cierpień zwątpienia i zbrzydzeń,
pogardy świata i od samowzgardy:
to ty, o matko pragnień, jesteś ową
poręczą, mostem i lekarstwem, jesteś
zbawczynią ludzi,
miłości!
Czas idzie i zmieniają się wiary,
bóstwa w proch upadają jedne po drugich,
dziś czczone, jutro deptane,
przechodzą przed oczyma ludzkości,
by więcej nie powrócić:
ty trwasz wieczysta, jak strach, głód i zawiść,
pierwotna, tak jak one,
jak one tryumfalna,
nad wszystko wyniesiona, niepokonana
niczym i nigdy, tak jak one,
pierwotna, dzika potęgo
miłości!
Wdzięku, piękności natury,
kędyś jest wobec wdzięku i piękna miłości?
Jesteś jak rama
do obrazu, jak otęcz promieni
skrzącemu kręgowi słońca.
Kędyś jest, liściu róży,
wobec ust ukochanej?
Kędyś, szafirze niebios, morza błękicie,
wobec ócz ukochanej?
Kędyś, szumie jaworów i śpiewie ptaków
w wiosenne rano,
wobec głosu ukochanej?
Kędyś, ciszo grot pośród paproci
pod gęstymi zaplotami bluszczów,
wobec milczenia ukochanej?
Kędyś jest, śniegu, różowiony blado
od blasku słońca,
wobec koloru ciała ukochanej?
Kędyście, linie cudowne
gór i skał, kędy łuk tęczy świetlisty,
kędy przepysznych wodospadów wstęgi,
smukłe narcyzy, palmy wybujałe,
kędy obłoki lotne i powiewne
wobec kształtów ciała ukochanej?
Kędyś, mchu miękki, liściu aksamitny,
wobec jej piersi dotknięcia i dłoni?
Kędyś, marmurze gładki, grzany słońcem,
wobec jej białych bioder, spływających
cudowną linią
w odurzający wzrok, dech wstrzymujący
kształt, który rękę przykuwa do siebie?
Kędyś jest, czarze nocy księżycowej,
czarze poranku, kiedy słońce wschodzi
zza gór dalekich;
uroku jezior, co się nagle jawią
pośród skał senne,
i tej zieleni złocistej, ze szczytów
widzianej w dali:
wobec czaru ukochanej?
Kędyś jest, melancholio wieczorów jesiennych,
wobec jej smutku?
Kędyś, wesele letniego południa,
przy jej radości?
Kędy o sławie sny, sny o potędze,
zwycięstwach dumy, odpłaceniu krzywdy,
o nieznoszeniu niesprawiedliwości:
wobec snów o ukochanej?
Kędyś, pragnienie posiadania złota,
przy posiadania jej ciała pragnieniu?
Kędyś jest, żądzo poznania wszystkiego,
co jest poznanym albo nim być może,
wobec pragnienia poznania wskroś duszy
ukochanej kobiety?
Tak, tyś największą z sił, tyś życiem życia,
miłości!
Najsłodszą rozkosz i najsroższą boleść
ty sprawiasz; tyś jest, tak jak śmierć, królową
wszechistnień ziemskich, pierwotna potęgo,
miłości!
Tyś jest najwyższą z sił, wszystko ulega tobie,
miłości!
Życie jest żądzą, a tyś z żądz największą,
prócz samej żądzy życia; duszą duszy
i sercem serca życia tyś jest,
miłości!
Jeśli największym szczęściem zapomnienie,
bezwiedza i niepamięć własnego istnienia;
toś ty jest szczęściem szczęścia, ty, co dajesz
omdlenie duszy i omdlenie zmysłom
i myśli kładziesz kres upajający,
miłości!
Jeśli złudzenia są jedynym dobrem,
toś ty największym dobrem, najsilniejsze
ze wszystkich złudzeń ty, moc mocy,
pierwotna, dzika, nie znająca kiełzań,
święta potęgo,
miłości!
Jeśli pragnienia są jedyną ową
poręczą, która chroni
od upadnięcia w przepaść rozpaczy i wstrętu;
jeśli są jedynym
mostem, po którym można iść nad odmęt nudy;
jeśli jedynym są lekarstwem, które
broni od cierpień zwątpienia i zbrzydzeń,
pogardy świata i od samowzgardy:
to ty, o matko pragnień, jesteś ową
poręczą, mostem i lekarstwem, jesteś
zbawczynią ludzi,
miłości!
Czas idzie i zmieniają się wiary,
bóstwa w proch upadają jedne po drugich,
dziś czczone, jutro deptane,
przechodzą przed oczyma ludzkości,
by więcej nie powrócić:
ty trwasz wieczysta, jak strach, głód i zawiść,
pierwotna, tak jak one,
jak one tryumfalna,
nad wszystko wyniesiona, niepokonana
niczym i nigdy, tak jak one,
pierwotna, dzika potęgo
miłości!
Wdzięku, piękności natury,
kędyś jest wobec wdzięku i piękna miłości?
Jesteś jak rama
do obrazu, jak otęcz promieni
skrzącemu kręgowi słońca.
Kędyś jest, liściu róży,
wobec ust ukochanej?
Kędyś, szafirze niebios, morza błękicie,
wobec ócz ukochanej?
Kędyś, szumie jaworów i śpiewie ptaków
w wiosenne rano,
wobec głosu ukochanej?
Kędyś, ciszo grot pośród paproci
pod gęstymi zaplotami bluszczów,
wobec milczenia ukochanej?
Kędyś jest, śniegu, różowiony blado
od blasku słońca,
wobec koloru ciała ukochanej?
Kędyście, linie cudowne
gór i skał, kędy łuk tęczy świetlisty,
kędy przepysznych wodospadów wstęgi,
smukłe narcyzy, palmy wybujałe,
kędy obłoki lotne i powiewne
wobec kształtów ciała ukochanej?
Kędyś, mchu miękki, liściu aksamitny,
wobec jej piersi dotknięcia i dłoni?
Kędyś, marmurze gładki, grzany słońcem,
wobec jej białych bioder, spływających
cudowną linią
w odurzający wzrok, dech wstrzymujący
kształt, który rękę przykuwa do siebie?
Kędyś jest, czarze nocy księżycowej,
czarze poranku, kiedy słońce wschodzi
zza gór dalekich;
uroku jezior, co się nagle jawią
pośród skał senne,
i tej zieleni złocistej, ze szczytów
widzianej w dali:
wobec czaru ukochanej?
Kędyś jest, melancholio wieczorów jesiennych,
wobec jej smutku?
Kędyś, wesele letniego południa,
przy jej radości?
Kędy o sławie sny, sny o potędze,
zwycięstwach dumy, odpłaceniu krzywdy,
o nieznoszeniu niesprawiedliwości:
wobec snów o ukochanej?
Kędyś, pragnienie posiadania złota,
przy posiadania jej ciała pragnieniu?
Kędyś jest, żądzo poznania wszystkiego,
co jest poznanym albo nim być może,
wobec pragnienia poznania wskroś duszy
ukochanej kobiety?
Tak, tyś największą z sił, tyś życiem życia,
miłości!
Najsłodszą rozkosz i najsroższą boleść
ty sprawiasz; tyś jest, tak jak śmierć, królową
wszechistnień ziemskich, pierwotna potęgo,
miłości!
14.2.10
13.2.10
Teatr, a konkretnie dramat w filmie.
Un air de famille. 1996. Klapisch.
Psychologia rodziny, studium przypadku.
Psychologia rodziny, studium przypadku.
7.2.10
filmowo
Pierrot le fou. J.L. Godard 1965
wikipedia :
Sur le thème éternel de l'amour et de la mort, Jean-Luc Godard signe un film éclatant, coloré et poétique. Coloré... au sens propre : les couleurs rouge et bleu sont fréquemment associées dans les décors, ou sous forme de filtres colorant certaines scènes. Des objets tricolores (bleu, blanc, rouge) sont parfois aussi donnés à voir (un drapeau, une enseigne de cinéma apparaissant fugitivement entre deux scènes...). Et si on a parlé de film poétique, c'est entre autres parce que des pages de poésie en prose, de réflexions littéraires et autres calligrammes apparaissent périodiquement.
Le rejet de la société de consommation, le droit au bonheur et au rêve sont rendus à travers une cavale de Paris vers la Méditerranée. Les références à la peinture, la littérature et la bande dessinée sont nombreuses - et on reconnaît aussi nombre de slogans publicitaires de l'époque dans les dialogues.
La surprise est au bout de chaque séquence et le final s'avère explosif.
Bien qu'il ne soit jamais nommé, Rimbaud est constamment présent à travers les citations ("Une saison en enfer", "L'amour est à réinventer", "La vraie vie est ailleurs",... ainsi que la citation finale). Rimbaud apparaît d'ailleurs dans un portrait en noir et blanc (citation cinematographique), orné de voyelles de couleurs. Enfin, l'attitude de certains personnages rappelle l'attitude de Rimbaud (Ferdinand et Marianne, désargentes, se refusent à travailler ; Fred fait du trafic d'armes en Afrique, pour ne pas parler de la fuite vers le Sud). Louis-Ferdinand Céline apparaît par la citation cinématographique de ses deux romans: Guignol's Band et Le Pont de Londres. Ferdinand (dont le prénom à lui seul rappelle Céline) évoque un voyage "au bout de la nuit"...
Karnaval. Thomas Vincent 1998?
się nastawianie na to, co mnie nie ominie :)
wikipedia :
Sur le thème éternel de l'amour et de la mort, Jean-Luc Godard signe un film éclatant, coloré et poétique. Coloré... au sens propre : les couleurs rouge et bleu sont fréquemment associées dans les décors, ou sous forme de filtres colorant certaines scènes. Des objets tricolores (bleu, blanc, rouge) sont parfois aussi donnés à voir (un drapeau, une enseigne de cinéma apparaissant fugitivement entre deux scènes...). Et si on a parlé de film poétique, c'est entre autres parce que des pages de poésie en prose, de réflexions littéraires et autres calligrammes apparaissent périodiquement.
Le rejet de la société de consommation, le droit au bonheur et au rêve sont rendus à travers une cavale de Paris vers la Méditerranée. Les références à la peinture, la littérature et la bande dessinée sont nombreuses - et on reconnaît aussi nombre de slogans publicitaires de l'époque dans les dialogues.
La surprise est au bout de chaque séquence et le final s'avère explosif.
Bien qu'il ne soit jamais nommé, Rimbaud est constamment présent à travers les citations ("Une saison en enfer", "L'amour est à réinventer", "La vraie vie est ailleurs",... ainsi que la citation finale). Rimbaud apparaît d'ailleurs dans un portrait en noir et blanc (citation cinematographique), orné de voyelles de couleurs. Enfin, l'attitude de certains personnages rappelle l'attitude de Rimbaud (Ferdinand et Marianne, désargentes, se refusent à travailler ; Fred fait du trafic d'armes en Afrique, pour ne pas parler de la fuite vers le Sud). Louis-Ferdinand Céline apparaît par la citation cinématographique de ses deux romans: Guignol's Band et Le Pont de Londres. Ferdinand (dont le prénom à lui seul rappelle Céline) évoque un voyage "au bout de la nuit"...
Karnaval. Thomas Vincent 1998?
się nastawianie na to, co mnie nie ominie :)
4.2.10
Twardowski
czekanie
Myślisz - znowu się spóźnia
zaraz się obrażasz
marudzisz jak sikorka ta brzydsza bez czubka
kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie
a kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha
martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka
miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
spróbuj nie chcieć jej wcale wtedy przyjdzie sama
Myślisz - znowu się spóźnia
zaraz się obrażasz
marudzisz jak sikorka ta brzydsza bez czubka
kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie
a kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha
martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka
miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
spróbuj nie chcieć jej wcale wtedy przyjdzie sama
28.1.10
z wikipedii
Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.
W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:
* mieć szczęście oznacza:
o sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
o pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
o powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych
* odczuwać szczęście oznacza:
o (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia,
o (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego
Trzeba tu zauważyć, że są to aspekty rozdzielne.
Według niektórych neurologów, szczęście pozostaje w ścisłym związku z poziomem serotoniny w synapsach jąder szwu, a także dopaminy w jądrze półleżącym oraz endorfin. Jako dowód przytacza się odczuwane szczęścia pod wpływem substancji dopaminergicznych, serotoninergicznych oraz agonistów receptora opioidowego.
W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:
* mieć szczęście oznacza:
o sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
o pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
o powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych
* odczuwać szczęście oznacza:
o (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia,
o (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego
Trzeba tu zauważyć, że są to aspekty rozdzielne.
Według niektórych neurologów, szczęście pozostaje w ścisłym związku z poziomem serotoniny w synapsach jąder szwu, a także dopaminy w jądrze półleżącym oraz endorfin. Jako dowód przytacza się odczuwane szczęścia pod wpływem substancji dopaminergicznych, serotoninergicznych oraz agonistów receptora opioidowego.
26.1.10
Mickiewicz (dlaczego nie?)
[SNUĆ MIŁOŚĆ...]
Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,
Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,
Rozkładąć ją jak złotą blachę, gdy się kuje
Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje
Źródło pod ziemią - W górę wiać nią, jak wiatr wieje,
Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,
Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.
Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,
A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,
A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,
Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,
A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.
Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,
Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,
Rozkładąć ją jak złotą blachę, gdy się kuje
Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje
Źródło pod ziemią - W górę wiać nią, jak wiatr wieje,
Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,
Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.
Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,
A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,
A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,
Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,
A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.
23.1.10
20.1.10
19.1.10
17.1.10
Koniec pewnego rozdzialu
Adam Asnyk - Daremne żale
Daremne żale - próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
(...)
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą -
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
Daremne żale - próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
(...)
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą -
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
16.1.10
13.1.10
„Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty! Ona zresztą utrzymywała później, że to nie było tak, że musieliśmy się kochać już od dawna, jeszcze się nie znając i zanim się jeszcze spotkaliśmy (...)” Mistrz i Małgorzata
9.1.10
Le Malade Imaginaire
Cléante :
Rompons ce dur silence, et m'ouvrez vos pensées.
Apprenez-moi ma destinée :
Faut-il vivre ? Faut-il mourir ?
Rompons ce dur silence, et m'ouvrez vos pensées.
Apprenez-moi ma destinée :
Faut-il vivre ? Faut-il mourir ?
8.1.10
7.1.10
Odkrycia kinematografii francuskiej
WIKIpedia
C'est un rêve qu'il faisait souvent qui inspira l'idée du film à Bertrand Blier. Dans son rêve, il se voyait poursuivi par des policiers... Le même rêve que le personnage joué par Gérard Depardieu dans le film. Ce thème d'une arrivée massive de forces de police à l'écran est une scène récurrente dans le cinéma de Blier
Lors de sa sortie en salles en 1979, /Buffet froid/ connut seulement un succès critique, car le public bouda le film à l'époque, totalisant 777 000 entrées en France et les rares spectateurs ayant vu le film demandaient le plus souvent à se faire rembourser comme après une mauvaise pièce de théâtre. Mais il va acquérir le statut de film culte grâce à son lot de supporters qui auront tôt fait d'établir sa réputation.
C'est un rêve qu'il faisait souvent qui inspira l'idée du film à Bertrand Blier
Lors de sa sortie en salles en 1979
4.1.10
Dunkierka po przerwie
znowu się przyzwyczajanie...niesamowite jak mi jakoś z tym roztrójczonym życiem dziwnie niewygodnie...zadziwia mnie to.
tutaj np cieplej i bez śniegu, więc szok klimatyczny (minimalny)
a wczoraj zachód słońca nad morzem z kolorami letnimi! i więcej światła, co mnie zachwyca.....
nie powiem, żeby nie miała ta cała historia zalet....
tylko cholera jakoś z ludźmi katastrofa, nie mam na nich ochoty! w porównaniu...
tutaj np cieplej i bez śniegu, więc szok klimatyczny (minimalny)
a wczoraj zachód słońca nad morzem z kolorami letnimi! i więcej światła, co mnie zachwyca.....
nie powiem, żeby nie miała ta cała historia zalet....
tylko cholera jakoś z ludźmi katastrofa, nie mam na nich ochoty! w porównaniu...
3.1.10
JE SUIS COMME JE SUIS
Je suis comme je suis
Je suis faite comme ca
Quand j'ai envie de rire
Oui je ris aux eclats
J'aime celui qui m'aime
Est-ce ma faute a moi
Si ce n'est pas le meme
Que j'aime chaque fois
Je suis comme je suis
Je suis faite comme ca
Que voulez-vous de plus
Que voulez-vous de moi
......
Je suis comme je suis
Je plais a qui je plais
Qu'est-ce que ca peut vous faire
Ce qui m'est arrive
Oui j'ai aime quelqu'un
Oui quelqu'un m'a aimee
Comme les enfants qui s'aiment
Simplement savent aimer
Aimer aimer...
Pourquoi me questionner
.......
JACQUES PREVERT
Je suis comme je suis
Je suis faite comme ca
Quand j'ai envie de rire
Oui je ris aux eclats
J'aime celui qui m'aime
Est-ce ma faute a moi
Si ce n'est pas le meme
Que j'aime chaque fois
Je suis comme je suis
Je suis faite comme ca
Que voulez-vous de plus
Que voulez-vous de moi
......
Je suis comme je suis
Je plais a qui je plais
Qu'est-ce que ca peut vous faire
Ce qui m'est arrive
Oui j'ai aime quelqu'un
Oui quelqu'un m'a aimee
Comme les enfants qui s'aiment
Simplement savent aimer
Aimer aimer...
Pourquoi me questionner
.......
JACQUES PREVERT
2.1.10
Lektura
Gavalda znowu. Je l amais. ciekawe, ciekawe...odwazyc sie byc naprawde szczesliwym czy zyc w ciepelku przecietnej codziennosci.....nie-jednostronnie...a zatem co?
1.1.10
31.12.09
30.12.09
27.12.09
De temps en temps, il faut se reposer de ne rien faire. (JEAN COCTEAU)
faire la tete travailler, uff.
(lecture des journaux, bouqins et aussi écrire le rapport detesté)
E.E.Schmitt Secte des egoistes. On doit traiter ca comme une exercise du francais.
En peu blasphemieste et tratant d une espece de la maladie psychique?
A lire vite et oublier?
(lecture des journaux, bouqins et aussi écrire le rapport detesté)
E.E.Schmitt Secte des egoistes. On doit traiter ca comme une exercise du francais.
En peu blasphemieste et tratant d une espece de la maladie psychique?
A lire vite et oublier?
25.12.09
a słowo ciałem sie stało
Orędzie z Groty Betlejemskiej
Narodziłem się NAGI, mówi Bóg,
abyś ty potrafił wyrzekać się samego siebie.
Narodziłem się UBOGI,
abyś ty mógł uznać mnie za jedyne bogactwo.
Narodziłem się W STAJNI,
abyś ty nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się BEZSILNY,
abyś ty nigdy się mnie nie lękał.
Narodziłem się Z MIŁOŚCI,
abyś ty nigdy nie zwątpił w moją miłość.
Narodziłem się W NOCY,
abyś ty uwierzył, iż mogę rozjaśnić każdą
rzeczywistość spowitą ciemnością.
Narodziłem się W LUDZKIEJ POSTACI, mówi Bóg,
abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą.
Narodziłem się JAKO CZŁOWIEK,
abyś ty mógł się stać synem Bożym.
Narodziłem się PRZEŚLADOWANY OD POCZĄTKU,
abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności.
Narodziłem się W PROSTOCIE,
abyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się W TWOIM LUDZKIM ŻYCIU,
mówi Bóg, aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca.
Lambert Noben
Narodziłem się NAGI, mówi Bóg,
abyś ty potrafił wyrzekać się samego siebie.
Narodziłem się UBOGI,
abyś ty mógł uznać mnie za jedyne bogactwo.
Narodziłem się W STAJNI,
abyś ty nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się BEZSILNY,
abyś ty nigdy się mnie nie lękał.
Narodziłem się Z MIŁOŚCI,
abyś ty nigdy nie zwątpił w moją miłość.
Narodziłem się W NOCY,
abyś ty uwierzył, iż mogę rozjaśnić każdą
rzeczywistość spowitą ciemnością.
Narodziłem się W LUDZKIEJ POSTACI, mówi Bóg,
abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą.
Narodziłem się JAKO CZŁOWIEK,
abyś ty mógł się stać synem Bożym.
Narodziłem się PRZEŚLADOWANY OD POCZĄTKU,
abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności.
Narodziłem się W PROSTOCIE,
abyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się W TWOIM LUDZKIM ŻYCIU,
mówi Bóg, aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca.
Lambert Noben
24.12.09
23.12.09
lektura nocna
wyższość lektury nad filmem? niekoniecznie. inność siły słowa pisanego od siły obrazu. porównywana przecież konkretna konwencja obrazu (Hollywood style).
B.Schlink Der Vorleser
wnikliwa obserwacja, życiowa wrażliwość i swoista smutna mądrość na granicy obojętności, pogodzenie się z losem, okrutnym i nieodwracalnym, jaki jest,
pytanie filozoficzne o granicę wolności człowieka, kiedy konsekwencje tej wolności zagrażają jego dobru, odpowiedzialność za "to, co oswoiłeś" nieprzerwacnie powracajaca...
miłość
życie, w którym nic nie da się powtórzyć: " (...) verspaetetes und verfehltes Leben (...) wenn die rechte Zeit verpasst ist, wenn einer etwas zu lange verweigert hat, wenn einem etwas zu lange verweigert wurde, kommt es zu spaet, selbst wenn es schliesslich mit Kraft angegangen und mit Freude empfangen wird. Oder gibt es "zu spaet" nicht, gibt es nur "spaet", und ist "spaet" allemal besser als "nie"?"
rozliczenie przeszłości wojennej Niemiec - spojrzenie mądre i wielostronne? (ja: brak porównania, igonrancja w temacie)
B.Schlink Der Vorleser
wnikliwa obserwacja, życiowa wrażliwość i swoista smutna mądrość na granicy obojętności, pogodzenie się z losem, okrutnym i nieodwracalnym, jaki jest,
pytanie filozoficzne o granicę wolności człowieka, kiedy konsekwencje tej wolności zagrażają jego dobru, odpowiedzialność za "to, co oswoiłeś" nieprzerwacnie powracajaca...
miłość
życie, w którym nic nie da się powtórzyć: " (...) verspaetetes und verfehltes Leben (...) wenn die rechte Zeit verpasst ist, wenn einer etwas zu lange verweigert hat, wenn einem etwas zu lange verweigert wurde, kommt es zu spaet, selbst wenn es schliesslich mit Kraft angegangen und mit Freude empfangen wird. Oder gibt es "zu spaet" nicht, gibt es nur "spaet", und ist "spaet" allemal besser als "nie"?"
rozliczenie przeszłości wojennej Niemiec - spojrzenie mądre i wielostronne? (ja: brak porównania, igonrancja w temacie)
notatki z ostatniego tygodnia (dwóch?)
Jim Jarmush, The Limits of Control (2009)
duzo imprez,
Berlin (tandemka, gry, mroz okropny, Saalbau Neukoelln, Weihnachtsmarkt Charlottenburg)
Halbe Welt 1993 (prod. austriackiej)
Vorleser (BUCH!!!)
Polska (mfg nach DD i nach Kce, Noriaki w MCdo etc.)
przeszłość, której fizycznie nie ma:
(Pani Pawlikowska Jasnorzewska)
Ja
Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.
Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.
Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
duzo imprez,
Berlin (tandemka, gry, mroz okropny, Saalbau Neukoelln, Weihnachtsmarkt Charlottenburg)
Halbe Welt 1993 (prod. austriackiej)
Vorleser (BUCH!!!)
Polska (mfg nach DD i nach Kce, Noriaki w MCdo etc.)
przeszłość, której fizycznie nie ma:
(Pani Pawlikowska Jasnorzewska)
Ja
Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.
Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.
Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
17.12.09
fort........
Je suis d’un autre pays que le vôtre, d’un autre quartier, d’une autre solitude.
Je m’invente aujourd’hui des chemins de traverse. Je ne suis plus de chez vous.
J’attends des mutants. Biologiquement je m’arrange avec l’idée que je me fais de la biologie: je pisse, j’éjacule, je pleure. Il est de toute première instance que nous façonnions nos idées comme s’il s’agissait d’objets manufacturés.
Je suis prêt à vous procurer les moules. Mais…
La solitude…
Les moules sont d’une texture nouvelle, je vous avertis.
Ils ont été coulés demain matin. Si vous n’avez pas dès ce jour, le sentiment relatif de votre durée, il est inutile de vous transmettre, il est inutile de regarder devant vous car devant c’est derrière, la nuit c’est le jour. Et…
La solitude…
Il est de toute première instance que les laveries automatiques, au coin des rues, soient aussi imperturbables que les feux d’arrêt ou de voie libre. Les flics du détersif vous indiqueront la case où il vous sera loisible de laver ce que vous croyez être votre conscience et qui n’est qu’une dépendance de l’ordinateur neurophile qui vous sert de cerveau. Et pourtant…
La solitude…
Le désespoir est une forme supérieure de la critique. Pour le moment, nous l’appellerons “bonheur”, les mots que vous employez n’étant plus “les mots” mais une sorte de conduit à travers lequel les analphabètes se font bonne conscience. Mais…
La solitude…
Le Code civil nous en parlerons plus tard. Pour le moment, je voudrais codifier l’incodifiable. Je voudrais mesurer vos danaïdes démocraties.
Je voudrais m’insérer dans le vide absolu et devenir le non-dit, le non-avenu, le non-vierge par manque de lucidité. La lucidité se tient dans mon froc.
Leo Ferre La Solitude
Je m’invente aujourd’hui des chemins de traverse. Je ne suis plus de chez vous.
J’attends des mutants. Biologiquement je m’arrange avec l’idée que je me fais de la biologie: je pisse, j’éjacule, je pleure. Il est de toute première instance que nous façonnions nos idées comme s’il s’agissait d’objets manufacturés.
Je suis prêt à vous procurer les moules. Mais…
La solitude…
Les moules sont d’une texture nouvelle, je vous avertis.
Ils ont été coulés demain matin. Si vous n’avez pas dès ce jour, le sentiment relatif de votre durée, il est inutile de vous transmettre, il est inutile de regarder devant vous car devant c’est derrière, la nuit c’est le jour. Et…
La solitude…
Il est de toute première instance que les laveries automatiques, au coin des rues, soient aussi imperturbables que les feux d’arrêt ou de voie libre. Les flics du détersif vous indiqueront la case où il vous sera loisible de laver ce que vous croyez être votre conscience et qui n’est qu’une dépendance de l’ordinateur neurophile qui vous sert de cerveau. Et pourtant…
La solitude…
Le désespoir est une forme supérieure de la critique. Pour le moment, nous l’appellerons “bonheur”, les mots que vous employez n’étant plus “les mots” mais une sorte de conduit à travers lequel les analphabètes se font bonne conscience. Mais…
La solitude…
Le Code civil nous en parlerons plus tard. Pour le moment, je voudrais codifier l’incodifiable. Je voudrais mesurer vos danaïdes démocraties.
Je voudrais m’insérer dans le vide absolu et devenir le non-dit, le non-avenu, le non-vierge par manque de lucidité. La lucidité se tient dans mon froc.
Leo Ferre La Solitude
7.12.09
w zawieszeniu
Deszcz jesienny
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurna pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich młodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Staff Leopold
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurna pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich młodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Staff Leopold
5.12.09
2.12.09
30.11.09
29.11.09
28.11.09
strategia
nie dać się chorobie i wytrwać na domóweczce pełnej ludziów zewsząd!
(gdzieś za Hermannplatz u Chrstiana, znajomego Christiana)
(gdzieś za Hermannplatz u Chrstiana, znajomego Christiana)
27.11.09
to be home for a while
Berliner Büchertisch...
marché turque,
chapati,
tranquillo etc.
stare rytuały, utarte ścieżki.
szukanie siebie w dwóch odrębnych światach, które się nie przenikają.
na krawędzi dwóch rzeczywistości.
ta sama, ale już nigdy taka sama.
z francuskim w głowie, aby spraw nie upraszczać.
mętlik w duszy.
marché turque,
chapati,
tranquillo etc.
stare rytuały, utarte ścieżki.
szukanie siebie w dwóch odrębnych światach, które się nie przenikają.
na krawędzi dwóch rzeczywistości.
ta sama, ale już nigdy taka sama.
z francuskim w głowie, aby spraw nie upraszczać.
mętlik w duszy.
26.11.09
BERLIN
w każdym miejscu
gdzie przebywasz
zostawiasz cząstkę siebie
kiedy tam wracasz
znów ją odnajdujesz
gdzie przebywasz
zostawiasz cząstkę siebie
kiedy tam wracasz
znów ją odnajdujesz
21.11.09
bateau feu
Le cocu magnifique
Fernand Crommelynck
http://www.demandezleprogramme.be/-Detail-agenda-?id_event=2691
Théâtre 18 Septembre 2009 >> 09 Octobre 2009
Auteur Fernand Crommelynck
Mise en scène Vincent Goethals
Depuis le temps qu'on se marie, il y a des cocus de toutes espèces.
Celui-ci ne ressemble à aucun autre …
Bruno et Stella vivent dans l'exaltation d'un amour partagé. Jusqu'au jour où un regard posé sur la jeune femme provoque chez Bruno une brûlure telle qu'elle enclenche la machine infernale de la jalousie. Il se lance dans la quête d'une vérité impossible, sa femme étant la fidélité même. Mettant en place de multiples stratagèmes pour démasquer Stella, il ira - suprême paradoxe - jusqu'à l'offrir en pâture à tous les hommes de 15 à 60 ans !
Avec André Baeyens, Itsik Elbaz, Jérémy Gendrot, Pierre Haezaert, Fabienne Mainguet, Corinne Masiero, Anne-Catherine Regniers et 10 étudiants du Conservatoire de Mons.
Mise en scène Vincent Goethals / Scénographie Jean-Pierre Demas / Lumières Philippe Catalano / Environnement sonore Bernard Valléry / Vidéo Aliocha Van der Avoort / Costumes Dominique Louis / Régie générale Frédéric Dubreuil / Assistante à la mise en scène Isabelle Lusignan.
Une production Compagnie Théâtre en Scène (Roubaix). En coproduction avec Rideau de Bruxelles - Centre dramatique régional de Tours - Atelier Théâtre Jean Vilar - L'Avant-Seine/Théâtre de Colombes.
Avec la participation du Centre des Arts scéniques.
www.rideaudebruxelles.be
Fernand Crommelynck
http://www.demandezleprogramme.be/-Detail-agenda-?id_event=2691
Théâtre 18 Septembre 2009 >> 09 Octobre 2009
Auteur Fernand Crommelynck
Mise en scène Vincent Goethals
Depuis le temps qu'on se marie, il y a des cocus de toutes espèces.
Celui-ci ne ressemble à aucun autre …
Bruno et Stella vivent dans l'exaltation d'un amour partagé. Jusqu'au jour où un regard posé sur la jeune femme provoque chez Bruno une brûlure telle qu'elle enclenche la machine infernale de la jalousie. Il se lance dans la quête d'une vérité impossible, sa femme étant la fidélité même. Mettant en place de multiples stratagèmes pour démasquer Stella, il ira - suprême paradoxe - jusqu'à l'offrir en pâture à tous les hommes de 15 à 60 ans !
Avec André Baeyens, Itsik Elbaz, Jérémy Gendrot, Pierre Haezaert, Fabienne Mainguet, Corinne Masiero, Anne-Catherine Regniers et 10 étudiants du Conservatoire de Mons.
Mise en scène Vincent Goethals / Scénographie Jean-Pierre Demas / Lumières Philippe Catalano / Environnement sonore Bernard Valléry / Vidéo Aliocha Van der Avoort / Costumes Dominique Louis / Régie générale Frédéric Dubreuil / Assistante à la mise en scène Isabelle Lusignan.
Une production Compagnie Théâtre en Scène (Roubaix). En coproduction avec Rideau de Bruxelles - Centre dramatique régional de Tours - Atelier Théâtre Jean Vilar - L'Avant-Seine/Théâtre de Colombes.
Avec la participation du Centre des Arts scéniques.
www.rideaudebruxelles.be
20.11.09
19.11.09
życie nocne Dunkierki
!!!!!!!!!!!!!!!
!!
!
??!
!!!!!!!!!!!
........
,
:
!!!!!!
:) :) :) :)
Les copains d'abord
by Georges Brassens
Non, ce n'était pas le radeau
De la Méduse, ce bateau
Qu'on se le dise au fond des ports
Dise au fond des ports
Il naviguait en père peinard
Sur la grand-mare des canards
Et s'app'lait les Copains d'abord
Les Copains d'abord
Ses fluctuat nec mergitur
C'était pas d'la littérature
N'en déplaise aux jeteurs de sort
Aux jeteurs de sort
Son capitaine et ses mat'lots
N'étaient pas des enfants d'salauds
Mais des amis franco de port
Des copains d'abord
C'étaient pas des amis de luxe
Des petits Castor et Pollux
Des gens de Sodome et Gomorrhe
Sodome et Gomorrhe
C'étaient pas des amis choisis
Par Montaigne et La Boétie
Sur le ventre ils se tapaient fort
Les copains d'abord
C'étaient pas des anges non plus
L'Évangile, ils l'avaient pas lu
Mais ils s'aimaient toutes voiles dehors
Toutes voiles dehors
Jean, Pierre, Paul et compagnie
C'était leur seule litanie
Leur credo, leur confiteor
Aux copains d'abord
Au moindre coup de Trafalgar
C'est l'amitié qui prenait l'quart
C'est elle qui leur montrait le nord
Leur montrait le nord
Et quand ils étaient en détresse
Qu'leurs bras lançaient des S.O.S.
On aurait dit des sémaphores
Les copains d'abord
Au rendez-vous des bons copains
Y avait pas souvent de lapins
Quand l'un d'entre eux manquait à bord
C'est qu'il était mort
Oui, mais jamais, au grand jamais
Son trou dans l'eau n'se refermait
Cent ans après, coquin de sort
Il manquait encore
Des bateaux j'en ai pris beaucoup
Mais le seul qui ait tenu le coup
Qui n'ait jamais viré de bord
Mais viré de bord
Naviguait en père peinard
Sur la grand-mare des canards
Et s'app'lait les Copains d'abord
Les Copains d'abord
!!
!
??!
!!!!!!!!!!!
........
,
:
!!!!!!
:) :) :) :)
Les copains d'abord
by Georges Brassens
Non, ce n'était pas le radeau
De la Méduse, ce bateau
Qu'on se le dise au fond des ports
Dise au fond des ports
Il naviguait en père peinard
Sur la grand-mare des canards
Et s'app'lait les Copains d'abord
Les Copains d'abord
Ses fluctuat nec mergitur
C'était pas d'la littérature
N'en déplaise aux jeteurs de sort
Aux jeteurs de sort
Son capitaine et ses mat'lots
N'étaient pas des enfants d'salauds
Mais des amis franco de port
Des copains d'abord
C'étaient pas des amis de luxe
Des petits Castor et Pollux
Des gens de Sodome et Gomorrhe
Sodome et Gomorrhe
C'étaient pas des amis choisis
Par Montaigne et La Boétie
Sur le ventre ils se tapaient fort
Les copains d'abord
C'étaient pas des anges non plus
L'Évangile, ils l'avaient pas lu
Mais ils s'aimaient toutes voiles dehors
Toutes voiles dehors
Jean, Pierre, Paul et compagnie
C'était leur seule litanie
Leur credo, leur confiteor
Aux copains d'abord
Au moindre coup de Trafalgar
C'est l'amitié qui prenait l'quart
C'est elle qui leur montrait le nord
Leur montrait le nord
Et quand ils étaient en détresse
Qu'leurs bras lançaient des S.O.S.
On aurait dit des sémaphores
Les copains d'abord
Au rendez-vous des bons copains
Y avait pas souvent de lapins
Quand l'un d'entre eux manquait à bord
C'est qu'il était mort
Oui, mais jamais, au grand jamais
Son trou dans l'eau n'se refermait
Cent ans après, coquin de sort
Il manquait encore
Des bateaux j'en ai pris beaucoup
Mais le seul qui ait tenu le coup
Qui n'ait jamais viré de bord
Mais viré de bord
Naviguait en père peinard
Sur la grand-mare des canards
Et s'app'lait les Copains d'abord
Les Copains d'abord
12.11.09
ionesco i nurzanie sie w absurdzie
WIKIPEDIA : Kolejnym odstępstwem od klasycznej perypetii jest pogwałcenie zasady prawdopodobieństwa i dobrego smaku.
Łysa śpiewaczka
Łysa śpiewaczka
11.11.09
11.11
jakie to proste, wystarczy po prostu się poruszać i od razu chce się żyć!
i pogadać life w języku ojczystym *pierwszym :)
(badminton po przerwie i cafe langue kryptoniemiecka z Paul.ska)
no i przypomniałam sobie, że morze tu jest. czasem zapominam. wieczorne, szumiące, szemrzące, opowiadające historię niepoznaną o drugim brzegu gdzieś i głębiach nieprzebranych, czerni przerywanej białymi grzebieniami fal...i dużo innych niewypowiedzianych opowieści o bycie i trwaniu przedwiecznym...
i pogadać life w języku ojczystym *pierwszym :)
(badminton po przerwie i cafe langue kryptoniemiecka z Paul.ska)
no i przypomniałam sobie, że morze tu jest. czasem zapominam. wieczorne, szumiące, szemrzące, opowiadające historię niepoznaną o drugim brzegu gdzieś i głębiach nieprzebranych, czerni przerywanej białymi grzebieniami fal...i dużo innych niewypowiedzianych opowieści o bycie i trwaniu przedwiecznym...
9.11.09
Tarantino is killing me
Inglourious Basterds
but this is too much
cannot see any meaning and even entertainment in this (deja vu? Death Proof and the question but for what in hell he is doing this?)
ok for me the question of how far can we go with violence to punish those who do bad violence with good violence there is no good violence, there is no world of bad BAD and good GOOD everything is mixted .. and playing with conventions? I do not know them so this is just for violence freaks maybe or will someone explain it to me?
Inglourious Basterds
but this is too much
cannot see any meaning and even entertainment in this (deja vu? Death Proof and the question but for what in hell he is doing this?)
ok for me the question of how far can we go with violence to punish those who do bad violence with good violence there is no good violence, there is no world of bad BAD and good GOOD everything is mixted .. and playing with conventions? I do not know them so this is just for violence freaks maybe or will someone explain it to me?
7.11.09
MontyPython The Meaning of Life
Man in Pink: [singing] Whenever life gets you down Mrs. Brown / and things seem hard or tough / and people are stupid, obnoxious or daft / and you feel that you've had quite enough! / just remember that your standing on a planet thats evolving / revolving at nine-hundred miles an hour / its orbiting at ninety miles a second / so its reckoned / a sun that is the source of all our power / the sun and you and me / and all the stars that we can see / are moving at a million miles a day / in an outer spiral arm at forty-thousand miles an hour / of the galaxy we call the Milky Way / Our galaxy itself / contains a hundred billion stars / its a hundred thousand lightyears side to side / it bulges in the middle / sixteen-thousand lightyears thick / but out by us its just three-thousand lightyears wide / were thirty-thousand lightyears from galatic central point / we go round every two-hundred-million years / and our galaxy is only one of millions of billions in this amazing and expanding universe.
[musical interlude]
Man in Pink: The universe itself keeps on expanding and expanding / in all of the directions it can whiz / as fast as it can go / the speed of light you know / twelve million miles a minute and thats the fastest speed there is / so remember when your feeling very small and insecure / how amazingly unlikely is your birth / and pray that there intelligent life somewhere up in space / cause theres bugger all down here on Earth.
[musical interlude]
Man in Pink: The universe itself keeps on expanding and expanding / in all of the directions it can whiz / as fast as it can go / the speed of light you know / twelve million miles a minute and thats the fastest speed there is / so remember when your feeling very small and insecure / how amazingly unlikely is your birth / and pray that there intelligent life somewhere up in space / cause theres bugger all down here on Earth.
6.11.09
Odreagowywanie ciężkiej harówy
Mary Poppins
well began is half done
in every job that must be done there is an element of fun
taki film to ja chcę z dziećmi moimi kiedyś oglądać! :)
Monty Python Life of Brian
well began is half done
in every job that must be done there is an element of fun
taki film to ja chcę z dziećmi moimi kiedyś oglądać! :)
Monty Python Life of Brian
Suscribirse a:
Entradas (Atom)



