7.6.14
крыша
Ich weiß nicht mal, wie ich über das Erlebte schreiben soll...
Wie in die Vergangenheit versetzt, doch stark in dem dauernden Moment...
Gleichzeitig außer Zeit, und weg von allem.
Eintauchen in das Meine Leben, in die Meine Stadt...
Und aber vielleicht ist es alles nur Täuschung?
Aufwachen, Freiheit, Die Sinnvolle, Mich Aufbauende Arbeit...
Kurzfristig, unsicher, dadurch faszinierend und reizend...
Fragezeichen über Fragezeichen.
Freitag nach dem Görlitzer Horror ein nettes Konzert - Polka auf Deutsch, wie fremd und nah...
Lust auf Tanzen, Spaß, Bewegung - komplett anders als auf dem Campus Fest.
Jedes Alter, jede Kreatur, schön gemischt, frei in der Wahrnehmung der Musik.
Das Leben selbst hat sich offenbart.
25.5.14
Mouclade charentaise
et deux galettes aux pommes de terre
dimanche calme et paresseux
une autre sortie en voilier, malheureuesement sans voiles....
une promenade de la plage d'Aytré aux Minimes
(inattendue, parce que Le Café de la paix est fermé le dimanche)
goffre: caramel à la fleure de sel et latte macchiatto (un vraie)
bus de mer à nouveau
trop fatigué pour ma dose quotidienne du cours à pieds .....
dimanche calme et paresseux
une autre sortie en voilier, malheureuesement sans voiles....
une promenade de la plage d'Aytré aux Minimes
(inattendue, parce que Le Café de la paix est fermé le dimanche)
goffre: caramel à la fleure de sel et latte macchiatto (un vraie)
bus de mer à nouveau
trop fatigué pour ma dose quotidienne du cours à pieds .....
24.5.14
23.5.14
Des mi/ouettes
W piątek, 16 maja
Zanurzyłam się w Atlantyku. Po raz pierwszy w życiu. Po chwili prawie wybiegłam z wody...
Ale za dwa dni pływałam w nim z ogromną przyjemnością!
A plaża była piękna. A On we wszelkich odcieniach błękitu, lazuru i innych granatach, szafirach i turkusach.
Za dużo piękna na raz...Wyspa Re - w tempie ślimaczym przemierzona transitem, a po obu stronach pola winnic, w oddali morze. Uderzająca wyrazistość światła i barw chylącego się ku zachodowi letniego dnia.
A dzisiaj popłynęlam morskim autobusem do portu Minimes.
Zmiana perspektywy na roszelańskie wieże .
Cichość elektrycznych silników i brązowe fale. A potem znowu słońce, słońce, słońce.
Mimo to jednak za zimno - wiatr.
Łódka na spince do włosów skórzanej wypatrzonej w dotychczas zamkniętym sklepiku.
Hiszpańscy couchsurferzy - nareszcie.
Zanurzyłam się w Atlantyku. Po raz pierwszy w życiu. Po chwili prawie wybiegłam z wody...
Ale za dwa dni pływałam w nim z ogromną przyjemnością!
A plaża była piękna. A On we wszelkich odcieniach błękitu, lazuru i innych granatach, szafirach i turkusach.
Za dużo piękna na raz...Wyspa Re - w tempie ślimaczym przemierzona transitem, a po obu stronach pola winnic, w oddali morze. Uderzająca wyrazistość światła i barw chylącego się ku zachodowi letniego dnia.
A dzisiaj popłynęlam morskim autobusem do portu Minimes.
Zmiana perspektywy na roszelańskie wieże .
Cichość elektrycznych silników i brązowe fale. A potem znowu słońce, słońce, słońce.
Mimo to jednak za zimno - wiatr.
Łódka na spince do włosów skórzanej wypatrzonej w dotychczas zamkniętym sklepiku.
Hiszpańscy couchsurferzy - nareszcie.
20.5.14
Rilke
Wie soll ich meine Seele halten, daß
sie nicht an deine rührt? Wie soll ich sie
hinheben über dich zu andern Dingen?
Ach gerne möcht ich sie bei irgendwas
Verlorenem im Dunkel unterbringen
an einer fremden stillen Stelle, die
nicht weiterschwingt, wenn deine Tiefen schwingen.
Doch alles, was uns anrührt, dich und mich,
nimmt uns zusammen wie ein Bogenstrich,
der aus zwei Saiten eine Stimme zieht.
Auf welches Instrument sind wir gespannt?
Und welcher Geiger hat uns in der Hand?
O süßes Lied.
Aus: Neue Gedichte (1907)
17.5.14
13.5.14
Nicht nur in La Rochelle
Du mußt das Leben nicht verstehen,
dann wird es werden wie ein Fest.
Und laß dir jeden Tag geschehen
so wie ein Kind im Weitergehen
von jedem Wehen
sich viele Blüten schenken läßt.
Sie aufzusammeln und zu sparen,
das kommt dem Kind nicht in den Sinn.
Es löst sie leise aus den Haaren,
drin sie so gern gefangen waren,
und hält den lieben jungen Jahren
nach neuen seine Hände hin.
dann wird es werden wie ein Fest.
Und laß dir jeden Tag geschehen
so wie ein Kind im Weitergehen
von jedem Wehen
sich viele Blüten schenken läßt.
Sie aufzusammeln und zu sparen,
das kommt dem Kind nicht in den Sinn.
Es löst sie leise aus den Haaren,
drin sie so gern gefangen waren,
und hält den lieben jungen Jahren
nach neuen seine Hände hin.
Rainer Maria Rilke (1875 - 1926)
René Karl Wilhelm Johann Josef Maria
»Mir zur Feier«, 1909
8.5.14
26.4.14
Krople deszczu na płatkach tulipanów
I tęcza na tle ciemnych chmur...
Momenty piękna.
A ja w odzyskanym międzyczasie muszę przeprogramować moje życie....
Momenty piękna.
A ja w odzyskanym międzyczasie muszę przeprogramować moje życie....
15.3.14
Rêve de Londres
Sommes nous les jouets du destin
Souviens toi des moments divins
Planants, éclatés au matin
Et maintenant nous sommes tout seuls
Perdus les rêves de s'aimer
Le temps où on avait rien fait
Il nous reste toute une vie pour pleurer
Et maintenant nous sommes tout seuls.
Souviens toi des moments divins
Planants, éclatés au matin
Et maintenant nous sommes tout seuls
Perdus les rêves de s'aimer
Le temps où on avait rien fait
Il nous reste toute une vie pour pleurer
Et maintenant nous sommes tout seuls.
9.3.14
15.2.14
13.2.14
Izrael Llosy a mój Izrael i co z tego wynika
Izrael - Palestyna. Pokój czy święta wojna.
"Wprost niewiarygodne, że piękna odyseja pierwszych syjonistów - którzy nacierpiawszy się w Europie, przybyli do Palestyny, by przemienić pustynię w ogród i zbudować wolne, szlachetne, oparte na braterstwie społeczeństwo - miałaby się skończyć tak haniebnie."
"Ignorowanie szczegółów bardzo ułatwia osądzanie człowieka, analizę sytuacji politycznej, problemu społecznego, zjawiska kulturowego; pozwala na wyrażanie osobistych sympatii i fobii bez ograniczeń i wyrzutów sumienia. Jest jednak także najlepszym sposobem zastąpienia idei stereotypami, racjonalnego poznania namiętnościami oraz doprowadzenia do tragicznego niezrozumienia świata, w którym żyjemy. Istnieją konflikty, które ze względu na przemoc i antagonizmy, jakie wyzwalają, prawie nieuchronnie prowadzą osoby w nie zaangażowane do pomijania szczegółów w celu łatwiejszego przekonania do swojej tezy i, przede wszystkim, zniszczenia przeciwnika."
"Wprost niewiarygodne, że piękna odyseja pierwszych syjonistów - którzy nacierpiawszy się w Europie, przybyli do Palestyny, by przemienić pustynię w ogród i zbudować wolne, szlachetne, oparte na braterstwie społeczeństwo - miałaby się skończyć tak haniebnie."
"Ignorowanie szczegółów bardzo ułatwia osądzanie człowieka, analizę sytuacji politycznej, problemu społecznego, zjawiska kulturowego; pozwala na wyrażanie osobistych sympatii i fobii bez ograniczeń i wyrzutów sumienia. Jest jednak także najlepszym sposobem zastąpienia idei stereotypami, racjonalnego poznania namiętnościami oraz doprowadzenia do tragicznego niezrozumienia świata, w którym żyjemy. Istnieją konflikty, które ze względu na przemoc i antagonizmy, jakie wyzwalają, prawie nieuchronnie prowadzą osoby w nie zaangażowane do pomijania szczegółów w celu łatwiejszego przekonania do swojej tezy i, przede wszystkim, zniszczenia przeciwnika."
2.2.14
18.1.14
2.1.14
Prawdziwa Podróż, czyli lektura świata przez przeżycie
P.Smoleński Izrael już nie frunie
"Pierwszy i czwarty świat, splecione w nienawistnej, wrogiej symbiozie; (...). Nigdzie na ziemi te dwa światy nie leżą tak blisko siebie."
"Izrael jest w dużej mierze krajem nasiąkniętym zachodnią mentalnością, wartościami, kulturą. Palestyna nie. Spotkał więc Barak Arafata i pomyślał, ze wie dokładnie, czego ów chce. Tymczasem Arafat nie tylko chciał czegoś zupełnie innego, był na dodatek przekonany, że Barak musi wiedzieć, co to jest. Innymi słowy, gdy Izraelczycy mówili o pokoju i państwie palestyńskim, Palestyńczycy myśleli: obiecują, że zaraz wsiądą do samolotów i odlecą do Polski, USA, Francji, bo przecież stamtąd przyjechali. A Izraelczycy wierzyli, że Palestyńczycy mówią: kochamy, gdy westernizujecie Bliski Wschód, gdy wnosicie tu zachodnie wartości i demokrację."
"Pierwszy i czwarty świat, splecione w nienawistnej, wrogiej symbiozie; (...). Nigdzie na ziemi te dwa światy nie leżą tak blisko siebie."
"Izrael jest w dużej mierze krajem nasiąkniętym zachodnią mentalnością, wartościami, kulturą. Palestyna nie. Spotkał więc Barak Arafata i pomyślał, ze wie dokładnie, czego ów chce. Tymczasem Arafat nie tylko chciał czegoś zupełnie innego, był na dodatek przekonany, że Barak musi wiedzieć, co to jest. Innymi słowy, gdy Izraelczycy mówili o pokoju i państwie palestyńskim, Palestyńczycy myśleli: obiecują, że zaraz wsiądą do samolotów i odlecą do Polski, USA, Francji, bo przecież stamtąd przyjechali. A Izraelczycy wierzyli, że Palestyńczycy mówią: kochamy, gdy westernizujecie Bliski Wschód, gdy wnosicie tu zachodnie wartości i demokrację."
1.1.14
Ramallah Nablus
Nie tacy Palestyńczycy straszni, jak ich malują, czyli jak złapać stopa w ciemnościach z Nablus i na granicy, ponieważ wygląda się muzułmańsko.
31.12.13
30.12.13
29.12.13
28.12.13
27.12.13
23.12.13
Podsumowania roku nie będzie?
Cztery miesiące przeżyte na innej planecie. W miejscu mi obcym, w środowisku mocno niefascynującym, niemoim, a przez to może właśnie fascynującym. Zajmując się czymś, co bez reszty zajmuje, a nawet brzydko powiedziałabym kradnie czas bez opamiętania, w większości niestety bezsensownie i bezcelowo.
Z ludźmi, którzy stopniowo stają się coraz bliżsi, siłą rzeczy.
Dlatego umknęły przemilczanie następujące produkty kultury:
Ruchome obrazki:
Wałęsa. Człowiek z nadziei. Andrzeja Wajdy
Plastikowo o najnowszej historii kraju własnego, do śmiechu i nie, ale dynamicznie i żeby zadać sobie ważne pytania.
Papusza. Joanna i Krzysztof Krauze
Dzikość i wolność, bliskość natury, egzotyka, ale i pełnia nieszczęścia... Melancholijne, smutne piękno.
Los ninos salvajes. Patricia Ferreira
Żeby uciec rzeczywistości, odprężyć się, zanurzyć w pewnej narracji,
a jednocześnie obcować z castellano.
Słowo pisane:
Outliers. Malcolm Gladwell
O sukcesie, ciężkiej pracy, znaczeniu inteligencji... Jak myśleć wbrew schematom. Bardzo pouczające!
Więcej nie pamiętam...
Pamiętam tylko stres i obciążenie, wspólną naukę, która wychyla się na prowadzenie w szeregu wyniesionych z obecnej sytuacji wartości. Pamiętam codzienne przejazdy na rowerze, szczególnie te w słoneczne, bezwietrzne poranki, i błogosławieństwo tegorocznej bezśniegowej zimy. Pamiętam wegetację też w weekendy, bo przecież tego czegoś w takiej przestrzeni życiem nazwać nie można..
Brukselę...i Paryż, dzięki Bogu na weekend! ..
Więc tak, 2013 przyniósł rozstrzygnięcia, temu zaprzeczyć nie można. Czy aby w dobrą stronę?
Z ludźmi, którzy stopniowo stają się coraz bliżsi, siłą rzeczy.
Dlatego umknęły przemilczanie następujące produkty kultury:
Ruchome obrazki:
Wałęsa. Człowiek z nadziei. Andrzeja Wajdy
Plastikowo o najnowszej historii kraju własnego, do śmiechu i nie, ale dynamicznie i żeby zadać sobie ważne pytania.
Papusza. Joanna i Krzysztof Krauze
Dzikość i wolność, bliskość natury, egzotyka, ale i pełnia nieszczęścia... Melancholijne, smutne piękno.
Los ninos salvajes. Patricia Ferreira
Żeby uciec rzeczywistości, odprężyć się, zanurzyć w pewnej narracji,
a jednocześnie obcować z castellano.
Słowo pisane:
Outliers. Malcolm Gladwell
O sukcesie, ciężkiej pracy, znaczeniu inteligencji... Jak myśleć wbrew schematom. Bardzo pouczające!
Więcej nie pamiętam...
Pamiętam tylko stres i obciążenie, wspólną naukę, która wychyla się na prowadzenie w szeregu wyniesionych z obecnej sytuacji wartości. Pamiętam codzienne przejazdy na rowerze, szczególnie te w słoneczne, bezwietrzne poranki, i błogosławieństwo tegorocznej bezśniegowej zimy. Pamiętam wegetację też w weekendy, bo przecież tego czegoś w takiej przestrzeni życiem nazwać nie można..
Brukselę...i Paryż, dzięki Bogu na weekend! ..
Więc tak, 2013 przyniósł rozstrzygnięcia, temu zaprzeczyć nie można. Czy aby w dobrą stronę?
Labels:
film,
książki/books/Bücher/libros/livres
10.12.13
Seria dokumentów w Muranowie
film tym razem był naprawdę niesamowity, stąd żałość, że niedzielony akurat...
http://www.whoisdayanicristal. com/
podoba mi się to podróżowanie w filmach, byłam dzisiaj też w Iraku (1001 Jabłek), wczoraj w Sudanie Południowym (Jak zbudować państwo)
i w niedzielę w Rio de Janeiro! (Wzgórze przyjemności) no i w Stanach (Our Nixon)
pustynie Arizony...
wioski Hondurasu...
mocny ważny trudny temat...
piękno i melancholia..
muzyka..
okropności i cierpienie też, ale taki już jest ten świat..
http://www.whoisdayanicristal.
podoba mi się to podróżowanie w filmach, byłam dzisiaj też w Iraku (1001 Jabłek), wczoraj w Sudanie Południowym (Jak zbudować państwo)
i w niedzielę w Rio de Janeiro! (Wzgórze przyjemności) no i w Stanach (Our Nixon)
16.11.13
Kolejna okazja, czyli odreagowanie, albo jak nie stać się rośliną
A na to wszystko, dwa kieliszki wódki.
Just enough.
Just what I needed.
Just enough.
Just what I needed.
15.11.13
Wochenende
Wie von einem bösen Traum erwacht. Und plötzlich nehme ich die Wirklichkeit anders wahr....
Was habe ich mir denn bestens angetan?
Nun, wollte ich doch über meine Grenzen gehen, mehr als Maximum von mir geben...
Immer gespalten.
Immer in Zweifel.
Immer kritisch.
Immer voll Widersprüche.
Glücklicherweise gibt es wenig Zeit um nachzudenken.
Ich soll es mir viellleicht nicht erlauben...
Aber das Leben ist zu wertvoll... So was denn, wenn ich doch die Zeit verliere?
Was habe ich mir denn bestens angetan?
Nun, wollte ich doch über meine Grenzen gehen, mehr als Maximum von mir geben...
Immer gespalten.
Immer in Zweifel.
Immer kritisch.
Immer voll Widersprüche.
Glücklicherweise gibt es wenig Zeit um nachzudenken.
Ich soll es mir viellleicht nicht erlauben...
Aber das Leben ist zu wertvoll... So was denn, wenn ich doch die Zeit verliere?
9.11.13
B...
In meinem Leben vieles beginnt mit B.... wie diese Stadt, wo ich einst dachte, mein Leben gehört hierhin..
Es ist mir aber ein Rätsel immer noch, wie und was danach geschehen ist...
Ich war also wieder in der Hauptstadt. Von einer Hauptstadt in die andere fährt man problemlos, den Weg merkt man kaum...
Die Einfahrt beim Kaffee und mit den Felder in Sonne, voller Grüne und Hoffnung...
Eine Idee im letzten Moment zu verwirklichen.
In meine Vergangenheit einzutauchen, sich dieser stellen.... es verlangt Mut? Oder grenzwertiger Müdigkeit..
Alte Wege gehen...
Nicht mehr in der Schule zu sein, abschalten, nicht mehr KSAP sehen, KSAP-Leute vergessen.... Mensch, was für ein Vergnügen!
Mit einem netten Rechtsanwalter bis spät in die Nacht trinken, und sein Gitarrenspiel zu hören.... in einem quasi-privaten Konzert....in P-berg.
Kaufsucht nicht beherrschen können...
In Bergmannstraße Komplimente bekommen...
Tante Emma am Schlesischen Tor.
Dann mal was von Spandau entdecken - der Park Jungfernheide,
leider gab es schon keine Schildkröten.
Am Montag auch noch Mittagessen bei einer Freundin und kurz die Spree ...
Den Flair von Seefendelstr.Gegend auch mitbekommen...
Jaaaa.
Psychisch erholt? Gleichgewicht wohl verloren, aber den Abstand bekommen.
Und am jeden Tag dieser Woche dafür bezahlt, dass ich das Wochendende nicht zur Erholung benutzt habe.
Es ist mir aber ein Rätsel immer noch, wie und was danach geschehen ist...
Ich war also wieder in der Hauptstadt. Von einer Hauptstadt in die andere fährt man problemlos, den Weg merkt man kaum...
Die Einfahrt beim Kaffee und mit den Felder in Sonne, voller Grüne und Hoffnung...
Eine Idee im letzten Moment zu verwirklichen.
In meine Vergangenheit einzutauchen, sich dieser stellen.... es verlangt Mut? Oder grenzwertiger Müdigkeit..
Alte Wege gehen...
Nicht mehr in der Schule zu sein, abschalten, nicht mehr KSAP sehen, KSAP-Leute vergessen.... Mensch, was für ein Vergnügen!
Mit einem netten Rechtsanwalter bis spät in die Nacht trinken, und sein Gitarrenspiel zu hören.... in einem quasi-privaten Konzert....in P-berg.
Kaufsucht nicht beherrschen können...
In Bergmannstraße Komplimente bekommen...
Tante Emma am Schlesischen Tor.
Dann mal was von Spandau entdecken - der Park Jungfernheide,
leider gab es schon keine Schildkröten.
Am Montag auch noch Mittagessen bei einer Freundin und kurz die Spree ...
Den Flair von Seefendelstr.Gegend auch mitbekommen...
Jaaaa.
Psychisch erholt? Gleichgewicht wohl verloren, aber den Abstand bekommen.
Und am jeden Tag dieser Woche dafür bezahlt, dass ich das Wochendende nicht zur Erholung benutzt habe.
28.10.13
Wszyscy stoimy w rozkroku między egoizmem a miłością
bezduszny terror miłości....i inne słowa, esencja życia w pięciogodzinnej pigułce :)
W TR Warszawa Anioły w Ameryce Tony'ego Kushnera, Warlikowski.
W TR Warszawa Anioły w Ameryce Tony'ego Kushnera, Warlikowski.
20.10.13
Kasia w Wawie
Napis na cokole głosi: Posąg Fryderyka Chopina zburzony i zagrabiony przez Niemców w dniu 31 maja 1940 roku odbuduje Naród. 17-X-1946 r. Wyryto również słowa Adama Mickiewicza
- Płomień rozgryzie malowane dzieje,
- Skarby mieczowi spustoszą złodzieje,
- Pieśń ujdzie cało...
29.9.13
Maman à Varsovie
czyli spacery w słońcu i deszczu, kuchnia Senegalu i...
http://www.wilanow-palac.art.pl/mapa,
mimo maratońskich zawirowań komunikacji miejskiej.
http://www.wilanow-palac.art.pl/mapa,
mimo maratońskich zawirowań komunikacji miejskiej.
16.9.13
23.8.13
26.7.13
Cyrk w Weimarze
musi się pojawić przecież.
nawet chociaż fb.
http://www.thueringer-allgemeine.de/web/zgt/suche/detail/-/specific/Kinderzirkus-Tasifan-Trinationaler-Workshop-in-Weimar-23490266
nawet chociaż fb.
http://www.thueringer-allgemeine.de/web/zgt/suche/detail/-/specific/Kinderzirkus-Tasifan-Trinationaler-Workshop-in-Weimar-23490266
13.7.13
Kajakowo i żeglarsko, mazursko i augustowsko
"żeby pochwycić w garść rozkołysany świat" (Szymborska)
8 lipca.
8 lipca.
6.7.13
3.7.13
Erfurt - w pracy!!! Miśnia, Drezno, Budziszyn, Zgorzelec
ludzie, którzy "znają Józefa"
Gasthof Am Bismarckturm,
Taramar
Arche Noah....
nieoczekiwanie Marta G na Terasse i
Ania, Edu, Teo i Jan...
balsamiczne Niemcy...
Gasthof Am Bismarckturm,
Taramar
Arche Noah....
nieoczekiwanie Marta G na Terasse i
Ania, Edu, Teo i Jan...
balsamiczne Niemcy...
29.6.13
Szybki Kraków
żeby zapomnieć.....
pewne rzeczy, a pochylić się nad dylematem:
osiołkowi w żłoby dano
Gabrysia jako osobisty doradca,
mieszanie kontekstów osobowościowych w Magii (Nico)
pewne rzeczy, a pochylić się nad dylematem:
osiołkowi w żłoby dano
Gabrysia jako osobisty doradca,
mieszanie kontekstów osobowościowych w Magii (Nico)
27.6.13
18.6.13
7.6.13
საქართველო
Z innych blogów cytowane:
"Dochodzę do tego, że to nie rzeczywistość, a przywidzenie...
Przyszliśmy na ten świat w gości. Tymczasowo. Na krótką chwilę.
To przywidzenie...to sen. - Fridon Nizharadze"
Dzień pierwszy lub noc...
W samolocie sen zbawienny - przewidujący - żeby...
W trójkę? Z kimś, kogo znam?
Obcość mikroskopijnego lotniska, spowolnione reakcje i ostatniość wyjścia przez co zmasowany atak przewożących ułatwiony, ale wybrnięte!
170 na liczniku pierwszy surrealizm nieostatni, lęk może albo niepewność -
to ma być dworzec? Zmiana wozu gra zaufania - niedowierzania,
a jednak nie trzeba było w lewo, polną piaszczystą górską drogą tylko w dół za przejazdem w prawo,
dom z żółtej cegły za szarym ogrodzeniem, na szczęście telefon.
Przywitanie dobrych dusz i zbawienna kawa,
która się okazała mniej zbawienną, bo pozbawiła snu, ale nie odpoczynku.
Oswajanie miejsca i kraju, rozbite szyby taksówek, gruziński próg zwalniający, tętno i zaduch miasta,
bazar i marszrutki z miejsca na miejsce, Tksaltubo -
„პრომეთეს“ მღვიმე
Twory i byty dziwaczne w kształtach i formach swych wzdłuż a na zakończenie jezioro,
po którym łódka sunąca w bliskości nieswojej skał drążonych aż do jasności zewnętrznej zwielokrotnionej.
Posiłek - tylko i aż! Khinkali po raz pierwszy, bakłażany w sosie z oliwy i orzeszków...i browarek http://mirzaani.ge/, very nice, very nice.
Wagonikiem na wzgórze, wzburzona Rioni hipnotyzująca, ale po piwie niedosytność przeżycia.
Spacer pod katedrę Bagrati, jak by to powiedzieć... d... nie urywa, ale nastrój leniwego popołudnia upalnego, i całkiem oswojone z wszechobecną prowizorką.
Żydowska dzielnica, synagoga w remoncie, bo spalona - otwarta, sterty starych książek w budynku tymczasowym. Wszędzie wejść, zobaczyć, włóczyć się, trwając w chwili, zaklęte w międzyczasie...
Dzień drugi. Gelati i marszrutki do Swanetii.
Nastrój poranka, błądzenie po wiejskich dróżkach,
bo dwa monastery, w końcu asfalt, raźnym krokiem pod górę, i okazja.
Otwarty "dla nas" kościół, polichromie nadgryzione czasu zębem
a jednak pełne kolorów, gołębie i my.
W pełnym słońcu.
Powrót stopem także, żeby szybciej.
Jajecznica i placki kukurydziane na śniadanie.
Sprawunki w Kutaisi i pakiecik do Zugdidi umieszczony w marszrutce.
Piwo i czacza na przystanku, a potem latające po busiku pomidory i inne artykuły spożywcze.
Sól swanecka na ogórkach.
Wesoły bardziej lub mniej autobus.
W połowie drogi do Mestii zupełnie niespodziewane zaproszenie na kubdari, czyli swanecke chaczapuri.
Również dla naszych nowo poznanych czesko-frankofońskich towarzyszy podróży.
Zapadający nad górami zmrok z przedniego siedzenia,
muzyka niekoniecznie swanecka, rozmowa niekoniecznie po rosyjsku...
Targowanie się o nocleg i wreszcie zasłużony spoczynek.
Dzień trzeci. Lodowiec Chelaadi.
Ciężarówka Gargamela, pies przewodnik.
Rwąca Mestiachala jakaś głośniejsza i bielsza od rzek w Tatrach czy Alpach.
Po powrocie widok spod wieży między "centrum" a Muzeum Etnograficznym na wzgórzu.
Piwo i czacza w Lajli z nowo zapoznanymi autochtonami.
Dzień czwarty. Uszguli.
Mitsubishi polnymi drogami pod górkę i z górki, pod górkę i z górki, Ushba w oddali, do you want to take a picture?, wieża Zakochanych, czyli spełnienie zachcianki wejścia, Wioska-Siedmiu-Mieszkańców z maleńką cerkwią i cmentarzem.
Dolina Uszguli z przedniego siedzenia! Moment zadumy przy świeczce w cerkwi Lamari.
Loszad, zhad...Meren :) Galop i dolina ze snu... Szkhara na horyzoncie.
Łąki, kwiaty, strumyki....(nnoo i to, o czym nie napisałam!)
Dzień piąty. Mestia-Zugdidi-Batumi.
Droga jest celem.
W marszrutce z przodu, więc podróż w mgnieniu oka. Zugdidi Wokzal, piwo i czacza.
Kamienista plaża Batumi i kąpiel jakże przyjemna w szarych odmętach.
Dzień szósty. Batumi.
Homestay. Plaża. Stare Batumi. Khinkali autentyczne.
Nieoczekiwanym stopem na Mahinjauri, gdzie na plaży wino o zmroku z widokiem odległym.
Dżygits w przedziale.
Dzień siódmy. Tbilisi.
Dzień ósmy. Mkskheta.
Dzień dziewiąty. Kazbegi.
Dzień ostatni. Tbilisi do Kutaisi.
Spanie na lotnisku. Leżaneczki pierwsza klasa.
Sweti Tschoweli jest najlepiej zachowanym w Europie zabytkiem architektury XI wieku. Kościół wygląda tak, jakby miał nie więcej niż sto lat, chociaż nie był restaurowany. Budował go architekt gruziński, Arsukizdze, któremu cesarz kazał potem obciąć rękę: żeby nie postawił już nic konkurencyjnego. Kilka razy próbował ten kościół wysadzić Tamerlan, ale mur ani drgnął. Świątynia jest czynna do dzisiaj i głowa Kościoła gruzińskiego, Katolikos Wszechgruzji Jefrem II, odprawia nabożeństwa.
/Ryszard Kapuściński, Imperium/
"Dochodzę do tego, że to nie rzeczywistość, a przywidzenie...
Przyszliśmy na ten świat w gości. Tymczasowo. Na krótką chwilę.
To przywidzenie...to sen. - Fridon Nizharadze"
Dzień pierwszy lub noc...
W samolocie sen zbawienny - przewidujący - żeby...
W trójkę? Z kimś, kogo znam?
Obcość mikroskopijnego lotniska, spowolnione reakcje i ostatniość wyjścia przez co zmasowany atak przewożących ułatwiony, ale wybrnięte!
170 na liczniku pierwszy surrealizm nieostatni, lęk może albo niepewność -
to ma być dworzec? Zmiana wozu gra zaufania - niedowierzania,
a jednak nie trzeba było w lewo, polną piaszczystą górską drogą tylko w dół za przejazdem w prawo,
dom z żółtej cegły za szarym ogrodzeniem, na szczęście telefon.
Przywitanie dobrych dusz i zbawienna kawa,
która się okazała mniej zbawienną, bo pozbawiła snu, ale nie odpoczynku.
Oswajanie miejsca i kraju, rozbite szyby taksówek, gruziński próg zwalniający, tętno i zaduch miasta,
bazar i marszrutki z miejsca na miejsce, Tksaltubo -
„პრომეთეს“ მღვიმე
Twory i byty dziwaczne w kształtach i formach swych wzdłuż a na zakończenie jezioro,
po którym łódka sunąca w bliskości nieswojej skał drążonych aż do jasności zewnętrznej zwielokrotnionej.
Posiłek - tylko i aż! Khinkali po raz pierwszy, bakłażany w sosie z oliwy i orzeszków...i browarek http://mirzaani.ge/, very nice, very nice.
Wagonikiem na wzgórze, wzburzona Rioni hipnotyzująca, ale po piwie niedosytność przeżycia.
Spacer pod katedrę Bagrati, jak by to powiedzieć... d... nie urywa, ale nastrój leniwego popołudnia upalnego, i całkiem oswojone z wszechobecną prowizorką.
Żydowska dzielnica, synagoga w remoncie, bo spalona - otwarta, sterty starych książek w budynku tymczasowym. Wszędzie wejść, zobaczyć, włóczyć się, trwając w chwili, zaklęte w międzyczasie...
Dzień drugi. Gelati i marszrutki do Swanetii.
Nastrój poranka, błądzenie po wiejskich dróżkach,
bo dwa monastery, w końcu asfalt, raźnym krokiem pod górę, i okazja.
Otwarty "dla nas" kościół, polichromie nadgryzione czasu zębem
a jednak pełne kolorów, gołębie i my.
W pełnym słońcu.
Powrót stopem także, żeby szybciej.
Jajecznica i placki kukurydziane na śniadanie.
Sprawunki w Kutaisi i pakiecik do Zugdidi umieszczony w marszrutce.
Piwo i czacza na przystanku, a potem latające po busiku pomidory i inne artykuły spożywcze.
Sól swanecka na ogórkach.
Wesoły bardziej lub mniej autobus.
W połowie drogi do Mestii zupełnie niespodziewane zaproszenie na kubdari, czyli swanecke chaczapuri.
Również dla naszych nowo poznanych czesko-frankofońskich towarzyszy podróży.
Zapadający nad górami zmrok z przedniego siedzenia,
muzyka niekoniecznie swanecka, rozmowa niekoniecznie po rosyjsku...
Targowanie się o nocleg i wreszcie zasłużony spoczynek.
Dzień trzeci. Lodowiec Chelaadi.
Ciężarówka Gargamela, pies przewodnik.
Rwąca Mestiachala jakaś głośniejsza i bielsza od rzek w Tatrach czy Alpach.
Po powrocie widok spod wieży między "centrum" a Muzeum Etnograficznym na wzgórzu.
Piwo i czacza w Lajli z nowo zapoznanymi autochtonami.
Dzień czwarty. Uszguli.
Mitsubishi polnymi drogami pod górkę i z górki, pod górkę i z górki, Ushba w oddali, do you want to take a picture?, wieża Zakochanych, czyli spełnienie zachcianki wejścia, Wioska-Siedmiu-Mieszkańców z maleńką cerkwią i cmentarzem.
Dolina Uszguli z przedniego siedzenia! Moment zadumy przy świeczce w cerkwi Lamari.
Loszad, zhad...Meren :) Galop i dolina ze snu... Szkhara na horyzoncie.
Łąki, kwiaty, strumyki....(nnoo i to, o czym nie napisałam!)
Dzień piąty. Mestia-Zugdidi-Batumi.
Droga jest celem.
W marszrutce z przodu, więc podróż w mgnieniu oka. Zugdidi Wokzal, piwo i czacza.
Kamienista plaża Batumi i kąpiel jakże przyjemna w szarych odmętach.
Dzień szósty. Batumi.
Homestay. Plaża. Stare Batumi. Khinkali autentyczne.
Nieoczekiwanym stopem na Mahinjauri, gdzie na plaży wino o zmroku z widokiem odległym.
Dżygits w przedziale.
Dzień siódmy. Tbilisi.
Dzień ósmy. Mkskheta.
Dzień dziewiąty. Kazbegi.
Dzień ostatni. Tbilisi do Kutaisi.
Spanie na lotnisku. Leżaneczki pierwsza klasa.
Sweti Tschoweli jest najlepiej zachowanym w Europie zabytkiem architektury XI wieku. Kościół wygląda tak, jakby miał nie więcej niż sto lat, chociaż nie był restaurowany. Budował go architekt gruziński, Arsukizdze, któremu cesarz kazał potem obciąć rękę: żeby nie postawił już nic konkurencyjnego. Kilka razy próbował ten kościół wysadzić Tamerlan, ale mur ani drgnął. Świątynia jest czynna do dzisiaj i głowa Kościoła gruzińskiego, Katolikos Wszechgruzji Jefrem II, odprawia nabożeństwa.
/Ryszard Kapuściński, Imperium/
Suscribirse a:
Entradas (Atom)





.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)







