10.12.13

Seria dokumentów w Muranowie

film tym razem był naprawdę niesamowity, stąd żałość, że niedzielony akurat...

pustynie Arizony...
wioski Hondurasu...
mocny ważny trudny temat...
piękno i melancholia..
muzyka..
okropności i cierpienie też, ale taki już jest ten świat..


http://www.whoisdayanicristal.com/

podoba mi się to podróżowanie w filmach, byłam dzisiaj też w Iraku (1001 Jabłek), wczoraj w Sudanie Południowym (Jak zbudować państwo)
i w niedzielę w Rio de Janeiro! (Wzgórze przyjemności) no i w Stanach (Our Nixon)

8.12.13

"gestehen Sie sich ein, ob Sie sterben müßten, wenn es Ihnen versagt würde zu ..." (?).

16.11.13

Kolejna okazja, czyli odreagowanie, albo jak nie stać się rośliną

A na to wszystko, dwa kieliszki wódki.
Just enough.
Just what I needed.


15.11.13

Wochenende

Wie von einem bösen Traum erwacht. Und plötzlich nehme ich die Wirklichkeit anders wahr....
Was habe ich mir denn bestens angetan?

Nun, wollte ich doch über meine Grenzen gehen, mehr als Maximum von mir geben...

Immer gespalten.
Immer in Zweifel.
Immer kritisch.
Immer voll Widersprüche.

Glücklicherweise gibt es wenig Zeit um nachzudenken.
Ich soll es mir viellleicht nicht erlauben...
Aber das Leben ist zu wertvoll... So was denn, wenn ich doch die Zeit verliere?

9.11.13

B...

In meinem Leben vieles beginnt mit B.... wie diese Stadt, wo ich einst dachte, mein Leben gehört hierhin..
Es ist mir aber ein Rätsel immer noch, wie und was danach geschehen ist...

Ich war also wieder in der Hauptstadt. Von einer Hauptstadt in die andere fährt man problemlos, den Weg merkt man kaum...
Die Einfahrt beim Kaffee und mit den Felder in Sonne, voller Grüne und Hoffnung...

Eine Idee im letzten Moment zu verwirklichen.
In meine Vergangenheit einzutauchen, sich dieser stellen.... es verlangt Mut? Oder grenzwertiger Müdigkeit..

Alte Wege gehen...
Nicht mehr in der Schule zu sein, abschalten, nicht mehr KSAP sehen, KSAP-Leute vergessen.... Mensch, was für ein Vergnügen!

Mit einem netten Rechtsanwalter bis spät in die Nacht trinken, und sein Gitarrenspiel zu hören.... in einem quasi-privaten Konzert....in P-berg.

Kaufsucht nicht beherrschen können...

In Bergmannstraße Komplimente bekommen...

Tante Emma am Schlesischen Tor.

Dann mal was von Spandau entdecken - der Park Jungfernheide,
leider gab es schon keine Schildkröten.

Am Montag auch noch Mittagessen bei einer Freundin und kurz die Spree ...

Den Flair von Seefendelstr.Gegend auch mitbekommen...

Jaaaa.
Psychisch erholt? Gleichgewicht wohl verloren, aber den Abstand bekommen.
Und am jeden Tag dieser Woche dafür bezahlt, dass ich das Wochendende nicht zur Erholung benutzt habe.



28.10.13

Wszyscy stoimy w rozkroku między egoizmem a miłością

bezduszny terror miłości....i inne słowa, esencja życia w pięciogodzinnej pigułce :)

W TR Warszawa Anioły w Ameryce Tony'ego Kushnera, Warlikowski.

20.10.13

Kasia w Wawie

Napis na cokole głosi: Posąg Fryderyka Chopina zburzony i zagrabiony przez Niemców w dniu 31 maja 1940 roku odbuduje Naród. 17-X-1946 r. Wyryto również słowa Adama Mickiewicza 
Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą złodzieje,
Pieśń ujdzie cało...

29.9.13

Maman à Varsovie

czyli spacery w słońcu i deszczu, kuchnia Senegalu i...

http://www.wilanow-palac.art.pl/mapa,
mimo maratońskich zawirowań komunikacji miejskiej.

13.7.13

Kajakowo i żeglarsko, mazursko i augustowsko

"żeby pochwycić w garść rozkołysany świat" (Szymborska)


8 lipca.


3.7.13

Erfurt - w pracy!!! Miśnia, Drezno, Budziszyn, Zgorzelec

ludzie, którzy "znają Józefa"
Gasthof Am Bismarckturm,
Taramar
Arche Noah....

nieoczekiwanie Marta G na Terasse i
Ania, Edu, Teo i Jan...

balsamiczne Niemcy...



29.6.13

Szybki Kraków

żeby zapomnieć.....
pewne rzeczy, a pochylić się nad dylematem:
osiołkowi w żłoby dano

Gabrysia jako osobisty doradca,
mieszanie kontekstów osobowościowych w Magii (Nico)

7.6.13

საქართველო

Z innych blogów cytowane:
"Dochodzę do tego, że to nie rzeczywistość, a przywidzenie...
Przyszliśmy na ten świat w gości. Tymczasowo. Na krótką chwilę.
To przywidzenie...to sen. - Fridon Nizharadze"

Dzień pierwszy lub noc...
W samolocie sen zbawienny - przewidujący - żeby...
W trójkę? Z kimś, kogo znam?
Obcość mikroskopijnego lotniska, spowolnione reakcje i ostatniość wyjścia przez co zmasowany atak przewożących ułatwiony, ale wybrnięte!
170 na liczniku pierwszy surrealizm nieostatni, lęk może albo niepewność -
to ma być dworzec? Zmiana wozu gra zaufania - niedowierzania,
a jednak nie trzeba było w lewo, polną piaszczystą górską drogą tylko w dół za przejazdem w prawo,
dom z żółtej cegły za szarym ogrodzeniem, na szczęście telefon.

Przywitanie dobrych dusz i zbawienna kawa,
która się okazała mniej zbawienną, bo pozbawiła snu, ale nie odpoczynku.
Oswajanie miejsca i kraju, rozbite szyby taksówek, gruziński próg zwalniający, tętno i zaduch miasta,
bazar i marszrutki z miejsca na miejsce, Tksaltubo -
„პრომეთეს“ მღვიმე 
Twory i byty dziwaczne w kształtach i formach swych wzdłuż a na zakończenie jezioro, 
po którym łódka sunąca w bliskości nieswojej skał drążonych aż do jasności zewnętrznej zwielokrotnionej. 

Posiłek - tylko i aż! Khinkali po raz pierwszy, bakłażany w sosie z oliwy i orzeszków...i browarek http://mirzaani.ge/, very nice, very nice.

Wagonikiem na wzgórze, wzburzona Rioni hipnotyzująca, ale po piwie niedosytność przeżycia.
Spacer pod katedrę Bagrati, jak by to powiedzieć... d... nie urywa, ale nastrój leniwego popołudnia upalnego, i całkiem oswojone z wszechobecną prowizorką.
Żydowska dzielnica, synagoga w remoncie, bo spalona - otwarta, sterty starych książek w budynku tymczasowym. Wszędzie wejść, zobaczyć, włóczyć się, trwając w chwili, zaklęte w międzyczasie...

Dzień drugi. Gelati i marszrutki do Swanetii.
Nastrój poranka, błądzenie po wiejskich dróżkach,
bo dwa monastery, w końcu asfalt, raźnym krokiem pod górę, i okazja.
Otwarty "dla nas" kościół, polichromie nadgryzione czasu zębem
a jednak pełne kolorów, gołębie i my.
W pełnym słońcu.
Powrót stopem także, żeby szybciej.
Jajecznica i placki kukurydziane na śniadanie.
Sprawunki w Kutaisi i pakiecik do Zugdidi umieszczony w marszrutce.
Piwo i czacza na przystanku, a potem latające po busiku pomidory i inne artykuły spożywcze.
Sól swanecka na ogórkach.
Wesoły bardziej lub mniej autobus.
W połowie drogi do Mestii zupełnie niespodziewane zaproszenie na kubdari, czyli swanecke chaczapuri.
Również dla naszych nowo poznanych czesko-frankofońskich towarzyszy podróży.
Zapadający nad górami zmrok z przedniego siedzenia,
muzyka niekoniecznie swanecka, rozmowa niekoniecznie po rosyjsku...
Targowanie się o nocleg i wreszcie zasłużony spoczynek. 

Dzień trzeci. Lodowiec Chelaadi.
Ciężarówka Gargamela, pies przewodnik.
Rwąca Mestiachala jakaś głośniejsza i bielsza od rzek w Tatrach czy Alpach.
Po powrocie widok spod wieży między "centrum" a Muzeum Etnograficznym na wzgórzu.
Piwo i czacza w Lajli z nowo zapoznanymi autochtonami.

Dzień czwarty. Uszguli.
Mitsubishi polnymi drogami pod górkę i z górki, pod górkę i z górki, Ushba w oddali, do you want to take a picture?, wieża Zakochanych, czyli spełnienie zachcianki wejścia, Wioska-Siedmiu-Mieszkańców z maleńką cerkwią i cmentarzem.
Dolina Uszguli z przedniego siedzenia! Moment zadumy przy świeczce w cerkwi Lamari.
Loszad, zhad...Meren :) Galop i dolina ze snu... Szkhara na horyzoncie.
Łąki, kwiaty, strumyki....(nnoo i to, o czym nie napisałam!)

Dzień piąty. Mestia-Zugdidi-Batumi.
Droga jest celem.
W marszrutce z przodu, więc podróż w mgnieniu oka. Zugdidi Wokzal, piwo i czacza.
Kamienista plaża Batumi i kąpiel jakże przyjemna w szarych odmętach.

Dzień szósty. Batumi. 
Homestay. Plaża. Stare Batumi. Khinkali autentyczne.
Nieoczekiwanym stopem na Mahinjauri, gdzie na plaży wino o zmroku z widokiem odległym.
Dżygits w przedziale.

Dzień siódmy. Tbilisi. 

Dzień ósmy. Mkskheta.

Dzień dziewiąty. Kazbegi. 

Dzień ostatni. Tbilisi do Kutaisi.

Spanie na lotnisku. Leżaneczki pierwsza klasa.





Sweti Tschoweli jest najlepiej zachowanym w Europie zabytkiem architektury XI wieku. Kościół wygląda tak, jakby miał nie więcej niż sto lat, chociaż nie był restaurowany. Budował go architekt gruziński, Arsukizdze, któremu cesarz kazał potem obciąć rękę: żeby nie postawił już nic konkurencyjnego. Kilka razy próbował ten kościół wysadzić Tamerlan, ale mur ani drgnął. Świątynia jest czynna do dzisiaj i głowa Kościoła gruzińskiego, Katolikos Wszechgruzji Jefrem II, odprawia nabożeństwa.
/Ryszard Kapuściński, Imperium/

13.4.13

Odkrywanie i rozumienie świata

Kwiecień i cisza

przełożył Leonard Neuger

Wiosna leży odłogiem.
Ten rów aksamitnie mroczny
pełznie tuż koło mnie
bez odblasków.

Jedyne co lśni
to żółte kwiaty.

Jestem niesiony w moim cieniu
jak skrzypce
w czarnym pudle.

(...)
1996 
 

April och Tystnad

przełożył Leonard Neuger

Vĺren ligger öde.
Det sammetsmörka diket
krälar vid min sida
utan spegelbilder.

Det enda som lyser
är gula blommor.

Jag bärs i min skugga
som en fiol
i sin svarta lĺda.
(...)

Tomas Gösta Tranströmer